parasole

parasole

Dzień dobry z ponurej Warszawy. Na zewnątrz jest tak paskudnie, że do pełni paskudności brakuje tylko chlupy rozciapcianej na chodnikach. Na przystanku tramwajowym cmentarzysko rozszarpanych przez wiatr parasolek – poupychane w śmietnikach terkoczą strzępami kolorowych materiałów. Herbata nigdy nie smakuje tak dobrze jak w czasie szarug jesiennych.   Nie lubię tłumów. Staram się unikać zatłoczonych miejsc. Do galerii handlowych nie chodzę w godzinach szczytu, na koncertach wybieram sobie miejce na uboczu. Parę lat temu poszłam na Wianki nad Wisłą – pomysł całkiem dobry, dopóki nie musieliśmy z Piotrkiem przejść przez masę bawiących się ludzi na drugą stronę ulicy. Po prostu przestałam oddychać, ciało się przestało słuchać, a świadomośc zniknęła. Nigdy […]