czas na yerbę

czas na yerbę

Dzień dobry, o zachodzie słońca wróciłam z uczelni. Wolna głowa. Dzisiaj otrzymałam ostatni wpis, zdałam indeks i oto przekroczyłam magiczną granicę połowy. Jeszcze nie oficjalnie, ale właściwie już jestem na IV semestrze. Szok i niedowierzanie, rozglądam się za fajerwerkami na moją cześć. Siedzę sama w domu, mam wolne popołudnie i wcale nie jestem chora. Normalnie wzięłabym Czarnulę na smycz i poszłybyśmy do lasu, ale normalnie nie jest – strach oddychać, dzisiaj wyjątkowo. Z prognoz wynika, że w nocy ma być trochę lepiej, wtedy pójdziemy. Wyjadam łyżką ze szklanki zbyt gęsty koktajl i zastanawiam się co zrobić z tym czasem. Wolałabym spania uniknąć przynajmniej do 21, więc to jest chyba najwyższy […]

nowe

nowe

Chlupa. Klupa. Ciapa. Paskudztwo. Wędruję dzielnie w przymałym płaszczu, szalik mi spada w tę klupę. Czapka mi spada na oczy. Torba mi ciąży na ramieniu. Tęsknota nieokreślona mi ciąży. Czerwone. Stoję, czekam, czuję jak mi bucik przemaka. Spoglądam z wyrzutem w ciapciaję i widzę strumień błota, wody, lodu i soli płynący przy krawężniku. Gapię się w to paskudztwo i jest mi coraz bardziej smutno. Myśl mi przemyka, żeby w ogóle chodzić na bosaka, szkoda butów. I nagle robi się ponad 20 stopni, ja jestem na wakacjach u babci, właśnie skończyła się burza i przed domem, po rozgrzanym asfalcie, płynie wartki strumień deszczówki. A ja gołymi stopami biegam w tej deszczówce, […]