szaleństwa (jeszcze) panny Kasi

szaleństwa (jeszcze) panny Kasi

Dzień dobry, kiedyś w przypływie szaleństwa poszłam do dentysty usunąć ósemki. Górna lewa – phi, pikuś! O co ta afera! Lody można jeść na śniadanie, obiad i kolację, takie zalecenie lekarskie, nie ma dyskusji, trzeba to trzeba, no cudownie. Dolna lewa – koszmar. Zatrzymana w kości. Piłowanie żuchwy, rozcinanie dziąseł, dłutowanie. Krew wszędzie. Chirurg – pan Sergiusz o dłoniach wielkości bochenków – klął pod nosem, że taka mu się trafiłam. A ja siedziałam totalnie przerażona i za wszelką cenę starałam się nie zemdleć (świadoma tego, że to tylko przedłuży zabieg i wcale mnie nie uratuje). Pierwsze słowa jakie z siebie po wszystkim wyplułam razem z krwią i opatrunkiem brzmiały „nigdy, […]