750 słów o wtorku

 

Wtorek. Szary wtorek. Bamboszki niedbale rzucone pod łóżko, jedno i drugie daleko ode mnie.
Godzina prawie 11, a ja w pracy. Wszyscy śpią. Kto nie mógł przemyka chyłkiem w marznącym deszczu. Co to w ogóle jest? Po co to komu?…
Umysł mój nieskażony żadną konstruktywną myślą, zupełnie jak zaraz po wstaniu, także liczy się – piszę 750 rano. Czy te „rano” wynika właśnie z tego, żeby mieć czysty mózg? No, stosunkowo czysty, i tak rano jesteśmy wystawieni na miliony bodźców – a to kawka pyszna, a to skarpetki lubego pieprznięte w korytarzu, a to psiak się domaga żarcia i czułości (kolejność nieprzypadkowa). I dobrze, wiesz że żyjesz. Podobno kiedyś wsadzili ludzi do kompletnie izolowanych pomieszczeń – żadnych dźwięków, żadnych kolorów, nic do roboty. I ludzie wariowali. Słyszeli i widzieli różne rzeczy, których w rzeczywistości nie było. Czyli bodźce są nam potrzebne do funkcjonowanie i jeśli ich brakuje, mózg sam je tworzy – byleby przetrwać.

Jestem podekscytowana, bo czeka mnie dzisiaj pierwszy wolny wieczór od cholera-wie- jak-dawna. I nie wiem co z nim zrobić! Walczą we mnie trzy postacie: kobieta udomowiona (posprzątaj kuchnię, wypucuj łazienkę, wstaw pranie zamiast oszukiwać się, że stare majty z liceum nadal świetnie leżą), kobieta współczesna (idź na siłownię! Trening sam się nie zrobi, a gary może zmywać każdy!) i kobieta wygodna (kup sobie tabliczkę czekolady przecież masz na nią ochotę od czterech dni, rozwal się wygodnie na łóżku i odpal serial, którego od ponad miesiąca nie masz czasu obejrzeć). Taki chyba znak dzisiejszych czasów: dużo ról, dużo możliwości, wszystko by się chciało zrobić, tylko jak to do cholery upchnąć w 24 godzinach? Jak tylko ktoś to wykombinuje, będzie bożyszczem/bożyszczką wszystkich kobiet. A może ludzi? Czy panowie też się gubią w tych wszystkich to-do? Pewnie też się od nich wymaga więcej niż są w stanie ogarnąć. Tylko mam wrażenie, że jacyś bardziej odporni są, potrafią odpuścić. A babki się trują, wyrzuty sobie robią, że jak to piękny obiad nie zrobiony, ciuchy nie ułożone kolorami, brzuszki nie wypompowane, wykłady filozoficzne nieprzeczytane..? No co to ma być?? Jak to tak? Nasze prababcie to w rzece prały, a nam się nie chce paru przysiadów zrobić? Phi! Presja zajebistości. Presja-depresja. Przedrostek de odznacza zaprzeczenie. A depresja to nic fajnego. Czyli tak jak z bodźcami – nadmiar jest ciężki do zniesienia, natomiast wychodzi na to, ze bez presji nie da się funkcjonować.

390. Jesteśmy na półmetku. I cisza. Pyk-pyk- pyk-pyk miga ten kursor i chce czegoś ode mnie. Pisz, pisz, pisz, pisz! Czy odpisywanie na służbowe maile też możemy wliczyć w 750? No niestety służbowy mail obrodził tylko w spam. Piękny uśmiech, super kredyt, jak pozyskać klientów, jak ogrzać dom, zarabiaj miliony w internetach a potem chodź na kawę do maca, a przy kawie wypełnij test językowy naszej super fajnej szkoły, a z maca do domu pojedź fantastyczną skodą – darmowa jazda próbna tylko dzisiaj i specjalnie dla ciebie! Nie zapomnij wpaść po drodze do najlepszej w Warszawie firmy osuszającej budynki! Czy tych ludzi kompletnie posrało? Czy ktokolwiek w to klika i idzie dalej? Ja codziennie kasuję takich maili około 30, w dobrych dniach i do 60 dochodzi. A najzabawniejsze są
maile „w związku z tym, że prawo zabrania spamować, wysyłamy zapytanie czy możemy wysłać ofertę” – WTF?!

536. To trudniejsze niż mi się wydawało. Pyk pyk pyk pyk.
– Salon, dzień dobry.
– Chcę umówić fryzjera.
– Dzień dobry.
– Jak najszybciej.
– Dzień dobry.
– Dzień dobry. Czy dzisiaj coś jest?
– Najbliższy możliwy termin to jutro na godzinę 12:30.
– A później?
– Tego samego dnia niestety już nic, następny dostępny termin to czwartek na godzinę 15.
– Ale na 13.
– Niestety nie, jeśli na 13, to w następnym tygodniu.
– A w piątek?
– Na piątek już nie mamy wolnych terminów.
– A w piątek na 13?
– W ten piątek mamy już komplet zapisów, może w następny?
– Nie, w ten. Na 13. Ale pani mnie zapisuje do tej pani?
– Nie wiem o jakiej pani pan teraz mówi, ale te terminy o których rozmawialiśmy są do Artura.
– Nie, to ja chcę do tej pani. W ten piątek na 13.
– Niestety, tak jak mówiłam – na ten piątek nie mamy już dostępnych terminów, mogę pana wpisać na listę oczekujących i jeżeli coś się zwolni, to będę się z panem kontaktować.
– A nie może pani kogoś przesunąć?
– Nie, nie ma takiej możliwości.
– Bez sensu, do widzenia.

Przynajmniej „do widzenia” padło, zawsze to przyjemniej. No i tak to mija szary wtorek. Nikomu nie służy marznący na wietrze deszcz. Ciężko się dogadać ze sobą, a co dopiero z drugim człowiekiem. Po co to komu..?

Tymczasem mamy 746. Mogę z czystym sumieniem ruszyć się po obiad. Dzisiaj podobno pomidorowa – idealnie!

About tycia