a po burzy spokój

Dzień dobry,

Ukrop. Rok temu śniłeś mi się naburmuszony na weselu. W tym roku spotkamy się na weselu, ale mam nadzieję, że w dobrych nastrojach. I też nie przynoś kwiatów! Chyba, że to będzie polna wiązanka prosto z Twojej łąki. Rany, jak tam pięknie! W ogóle nie miałam ochoty ruszać się z tego tarasu. Jest stworzony do tego, żeby siedzieć z podkulonymi nogami w fotelu, owinąć się kocem, postawić obok butelkę wina i spędzić całą noc gapiąc się w przestrzeń. Jak kiedyś będę budować dom, to mam nadzieję, że właśnie na takiej działce (a samochód terenowy marzy mi się odkąd zrobiłam prawo jazdy). Powinniście sobie zamontować na piętrze takie podwieszane fotele w których można się bujać, będzie cudownie!

Nie boję się,nic a nic. Wszystko mamy właściwie przygotowane. Nie będzie zespołu, fotografa, księdza, makijażystki, fryzjerki, dekoratorów, animatorów ani opiekunek dla dzieci, więc sporo pracy nam odpadło. Sukienkę kupiłam zanim postanowiliśmy się pobrać. Termin w urzędzie zarezerwowaliśmy. Termin w Browinie też. Obrączki dostaliśmy jakieś sprzed wieku z rodzinnych skarbów. Pierścionek zaręczynowy dostałam po Piotrka babci (zaręczyny jednak były, ale oszczędził mi klękania i ogólnego zawstydzania). Wianek zamówiłam, bukiet zamówiłam, dekoracje robi Piotrka mama. Zaproszenia wydrukowaliśmy w domu i rozdaliśmy w przeciągu dwóch tygodni (jeszcze chyba nigdy się tak intensywnie nie spotykałam z różnymi ludźmi). Zostało nam tylko ustalenie menu. I już! Mogłabym brać ślub co roku, nie wiem o co te całe zamieszanie z klikuletnimi przygotowaniami.

Nie boję się, wręcz przeciwnie. Uspokoiłam się. Piotr też wyluzował. Pewniej stawiamy stopy na ziemi, przestaliśmy się miotać. Mam w sobie takie poczucie porównywalne z powietrzem po burzy. Miło.

Całuję,
K.

About tycia