blokowiska urągają człowieczeństwu

 

Moi sąsiedzi to zbiorowisko osobliwości. 

Ostatnio hitem jest Dj – jak złapie fazę, to puszcza zapętlony utwór pokroju bajlando. 5 godzin puszcza. Jedną piosenkę. Głośniki ma tak dobre, że słychać na całym osiedlu, nie tylko w jednym bloku. Za pierwszym razem zastanawialiśmy się, czy przypadkiem ktoś nie popełnił samobójstwa w rytm bajladno i nie dynda teraz pod sufitem, bo nikt o zdrowych uszach nie wytrzymałby z własnej woli tyle czasu w tym hałasie. Ktoś wezwał policję, mundurowi kręcili się po osiedlu próbując zlokalizować źródło naszej rozpaczy. Wreszcie zniknęli w bloku i po 10 minutach Dj wyłączył muzykę. „Dzięki bogu!”, „Wreeeszcie!”, „Kuuuurwa, myślałem, że mi mózg uszami wypłynie!”. Parę dni później Dj znowu złapał fazę. Tym razem zapętlona Madonna. Cierpliwośc i wyrozumiałośc sąsiedzka skończyła się po jakiejś godzinie „Zapierdole cię gnoju!” – to pan mieszkający obok Dj’a i rzucający butami w jego okna. Policja, cisza, zbiorowy jęk ulgi. To będą prawdziwie muzyczne wakacje. 

Niezmiennie numero uno jest pielęgniarka na bani o której Ci już pisałam. Pilnie strzeże parkingu i jak ktoś usiłuje parkować w środku nocy, to wystawia głowę za okno i donośnie pyta, czy tą osobę pojebało, że o tej porze wraca i tu parkuje. Mi też się od niej oberwało, za wstukiwanie kodu do domofonu o nieodpowiedniej godzinie. Za to Piotrka bardzo lubi, jak chodziła po wszystkich pytając uprzejmie „Czy to wy robicie remont po kryjomu?!!”, to Piotrek jako jedyny nie trzasnął jej drzwiami przed nosem i pozwolił się wygadać. Od tamtej pory, jak nie ma pana Szymona, to przychodzi do Piotrka, żeby jej naprawił zabawkę, albo włożył baterie do pilota. 

Bardzo też lubię śpiewaczkę, która mieszka za ścianą mojej sypialni. Śpiewaczka ma bardzo śmieszną przypadłość – za każdym razem jak widzi mojego psa na korytarzu, to biegnie do swoich drzwi i nerwowo je szarpie wydzierając się „Znowu wyprowadzają psa na korytarzu!!!!”. 

Tęsknimy wszyscy za przykładnym nienawidzącym siebie małżeństwem, balkon po skosie w dół. Bardzo ich męczyły upały w tamtym roku i regularnie chłodzili się wysokoprocentowymi trunkami. Mniej więcej koło 14 już można było zbierać zakłady, czy tym razem spełnią wyrzykiwane regularnie obietnice i się pozabijają, czy nie. Cudem jakimś przeżyli, za to z tych nerwów zdemolowali mieszkanie. Prawdopodobnie uznali, że coś muszą w swoim życiu zmienić i zimą mieszkanie sprzedali i zniknęli. Zastanawiam się czasem, co u nich – są razem? W końcu jej poderżnął gardło? Ona mu obcięła jaja? A może zmiana otoczenia na nich dobrze wpłynęła? A może pojechali na małżeński odwyk?

 Jest jeszcze dziecko, które lubi bawić się na korytarzu i regularnie wylizuje nasze psie piłeczki porozwalane pod drzwiami. No i biznesmen – rano garniak i pięknie pachnąca woda, wieczorem techno, kumple i „przepraszam was, że tak głośno jesteśmy, jak coś to mówcie”. Biznesmena uwielbiam, nawet pomimo jego spaczonego gustu muzycznego. Często zostawiam klucze w zamku po zewnętrznej stronie i on za każdym razem, za każdym (te razy to w setkach można liczyć) puka do drzwi i z uśmiechem mi te klucze daje. Piotrek wariuje, klnie, kręci głową, czepia się, że gapa jestem, straszy, terroryzuje, grozi palcem. A biznesmen? „Pani Kasiu, klucze zostały!”, „Pani Kasiu, kluczyki!”, „Pani Kasiu, klucze proszę zabrać!”. Anioł. Techno-anioł.

Wracam do pracy, buziaki,
K.

 

P.S. Jutro jezioro. I las. I jezioro w lesie. I kąpiele nago. I cukinia z grilla. I książka na tarasie. I leniwe milczenie na pomoście. Rany, jak ja się cieszę!

About tycia