tydzień

tydzień

Poniedziałek Poszli na randkę. Piechotą na Plac Wilsona, do knajpy z sushi. Ona nigdy nie jadła, on tylko takie pudełkowe z Żabki. Chcieli spróbować czegoś nowego z okazji 10 rocznicy ich pierwszego spaceru. Ona nerwowo poprawiała za duży dekolt w sukience, on na siłę próbował ją rozbawić. Na miejscu schowali się w rogu i zamówili największy zestaw ze wszystkim, czego nie potrafili ani nazwać, ani zjeść. Jeszcze godzinę temu, zanim wyszli z domu, ona szalała z nerwów, a on nie wiedział co ma zrobić. Teraz się rozluźniła i niezdarnie podnosząc pałeczkami kawałek czegoś, co najprawdopodobniej było imbirem, zaczęła wierzyć, że wszystko będzie dobrze. Zrobiło się na tyle zimno, że zamiast […]

O dygotaniu

O dygotaniu

26.08.2017   – No publikuj! – Nie, nie! Wstydzę się bardzo! – A przestań, publikuj, i tak nikt tego nie przeczyta, to przed kim się wstydzisz? – Piotrek przeczyta i będzie się naśmiewał ze mnie! A jak jeszcze ktoś się tu zaplącze i coś jeszcze przeczyta? I napisze mi „głupia jesteś. idź stąd”? I po co mi to? Gdzie ja pójdę? A jak mi ktoś napisze „fajna jesteś, wrócę tu”? To co ja zrobię? Ty wiesz jaka to presja?! – Piotrek obiecał, że nie będzie czytał. Więc nawet jeśli przeczyta, to się nie przyzna. A jak ktoś przyjdzie i przeczyta i jeszcze coś sobie w związku z tym pomyśli, to nie […]

wezwanie do wyprawy

wezwanie do wyprawy

Spierdolina. Stan charakterystyczny dla rozregulowania hormonalnego organizmu, w którym funkcjonowanie w społeczeństwie staje się wyzwaniem. 15h snu na dobę to nadal za mało. Każdy posiłek sprawia, że przybywa parę milimetrów w udach i nie są to mięśnie. Każdy kontakt z drugim człowiekiem jest irytujący. Ciało boli i odmawia współpracy. Głowa atakuje wyrzutami sumienia. Pusto w środku i jedyne co chcę, to żeby już się skończyło. Zaciskam zęby i zachowuję pozory. Wstaję z łóżka, chociaż mam ochotę pod nie wpełznąć. Stukam obcasami i wystawiam twarz do słońca. Dopóki ktoś nie spojrzy na mnie uważnie, to nie płaczę. Jestem zła i boję się, że jak tej złości zabraknie, to zapadnę się w […]

nowe

nowe

Chlupa. Klupa. Ciapa. Paskudztwo. Wędruję dzielnie w przymałym płaszczu, szalik mi spada w tę klupę. Czapka mi spada na oczy. Torba mi ciąży na ramieniu. Tęsknota nieokreślona mi ciąży. Czerwone. Stoję, czekam, czuję jak mi bucik przemaka. Spoglądam z wyrzutem w ciapciaję i widzę strumień błota, wody, lodu i soli płynący przy krawężniku. Gapię się w to paskudztwo i jest mi coraz bardziej smutno. Myśl mi przemyka, żeby w ogóle chodzić na bosaka, szkoda butów. I nagle robi się ponad 20 stopni, ja jestem na wakacjach u babci, właśnie skończyła się burza i przed domem, po rozgrzanym asfalcie, płynie wartki strumień deszczówki. A ja gołymi stopami biegam w tej deszczówce, […]

mimochodem

mimochodem

Wydaje ci się, że jesteś już dorosłą kobietą. Długoletni związek, pies, zastanawiasz się nad generalnym remontem, przeprowadzką i dzieckiem, dbasz o zdrowe odżywianie i regularny sen. I przychodzi taki dzień, że nie panujesz nad niczym, łącznie ze swoją głową. Wpadasz do domu i bierzesz psa na spacer. Zaczynasz truchtać, chociaż masz na sobie trampki i jeansy. No potrzebujesz się rozładować tu i teraz, nic nie poradzisz. Po kilkudziesięciu metrach rozwalasz sobie kolano tak pechowo, że pozostaje ci tylko dokuśtykać do windy. Boisz się jeździć windą, więc cicho pojękując wspinasz się na drugie piętro i tylko trochę podpierasz się na swoim psie. Powinnaś zrobić jedzenie na jutro do pracy i iść […]