jesień
Remont w toku. Nie jest tak strasznie, jak mi się wydawało, że będzie i zaczynam się obawiać, że coś robimy źle. Wchodzimy do marketu, wybieramy co nam się podoba, płacimy, wychodzimy. No a mieliśmy spędzać długie godziny w alejkach, potem jeszcze dłuższe na dyskusjach, a potem mieliśmy nic nie kupować. I wrócić następnego dnia. I następnego. I tak pół roku. I mieliśmy znienawidzić siebie nawzajem i zaprzyjaźnić się z obsługą w każdym markecie budowlanym w Warszawie. Istnieje prawdopodobieństwo, że nic w tym naszym mieszkaniu nie będzie do siebie pasowało. Może powinniśmy jakoś bardziej to wszystko przemyśleć... Ale nieład to w sumie też jest jakaś estetyka, prawda?

Jedyne co mi się nie podoba w remontowaniu, to mieszkanie poza domem. Teściowie przezornie wyjechali na wieś i zostawili nam swoje mieszkanie do dyspozycji, ale ja i tak nie czuję się swobodnie, kiedy nie wiem gdzie jest mikser, czy papier do pieczenia. Albo kiedy ręczniki są poukładane zupełnie nie tak, jak ja bym chciała i nie mogę tego zmienić, bo głupio. W ogóle przeprowadzka z Żoliborza na Mokotów to tak jakby się znaleźć w zupełnie innym świecie. Musiałam się nauczyć wszystkiego od nowa. W którym sklepie mają Muszyniankę, w którym dobre warzywa, w którym wredne ekspedientki, a w którym przyjaźnie zagadujacego emeryta.  Musiałam opracować nowe trasy spacerowe, poznać tutejsze psie zwyczaje, gdzie wypada rzucać piłkę, gdzie chodzić na smyczy, a gdzie w ogóle nie chodzić. Poznać komunikację miejską - które linie są oblegane, które mniej i jakie są opóźnienia podczas deszczu, a jakie w czasie szczytu. Przetestować okoliczne knajpki - te kawowe, te randkowe i te "zjadłabym coś, ale ni chuja mi się nie chce gotować". No i wreszcie oswoić się z nowymi sąsiadami, którzy, jak się okazało, wiedzą o mnie więcej niż bym sobie życzyła i nie pozwalają mi na anonimowe przemykanie, tylko oczekują sąsiedzkiej pogawędki. To chyba największe wyzwanie naszego remontu - sąsiedzkie pogawędki na Mokotowie.


Za to robienie dzieci jest trudniejsze niż mi się wydawało.


Całuski!
K.

About tycia