milky way

Odbyłam sentymentalną wycieczkę do mojego rodzinnego miasta. Przeszłam się po ulicy na której ścigałam się z tatą na rowerach. Usiadłam na trzepaku z którego milion razy spadłam próbując zrobić nietoperza. Zajrzałam do sklepu do którego biegałam po papierosy dla rodziców i gumy kulki za resztę. Zastanawiam się nad powrotem, tęsknię trochę za takim małomiasteczkowym klimatem.

Za to od powrotu do Warszawy jestem jęczybułą i nic mi się nie podoba. Wczoraj urwałam się wcześniej z pracy tylko po to, żeby się zawinąć w psa na kanapie i oglądać Love na Netflix. I tak oglądałam cały dzień zagryzając słonecznik beznadziejnym deserem z kaszy jaglanej i daktyli, który miał smakować jak milky way, a smakował jak rozgotowana kasza z rozpacianymi daktylami.

Piotrek mówi, że lubi jak wyjeżdżamy poza Warszawę, bo wtedy budzę się od razu uśmiechnięta. Dzisiaj rano zrobiłam durną awanturę o brudną patelnię, więc chyba coś w tym jest.

Całuję,
K. 

About tycia