nieporozumienie

 

Pękła mi dusza. Teraz jej fragmenty wbijają mi się w ciało od środka, uwierają w żołądek, wątrobę i płuca, drażnią. Bolą.

Piotr się wycofał. On faktycznie nie ma nic przeciwko posiadaniu potomstwa, ale przecież jeszcze nie teraz. Że porobiłam te wszystkie badania? No porobiłam, to chyba fajnie, wydawało mu się, że to dłużej zajmie. Weźmy najpierw ślub, skończmy remont, wtedy się zastanowimy. Że ja już się zastanowiłam? No to, hehe, się nie dogadaliśmy. Nieporozumienie!

Oczy mi zachodzą łzami i nie wiem już w którą stronę jest wdech, a w którą wydech. Niby nic takiego, pół roku, rok, w jedną lub w drugą. Później będzie trzeba poczekać na większy samochód, fajniejszą pracę, mieszkanie na strzeżonym osiedlu. Na lepszy nastrój.

Lekarz mi powiedział, że jak chcę mieć dziecko, to przed 25 rokiem życia, potem będzie ciężko, o ile w ogóle coś będzie. Mam 28 lat i każdy miesiąc czekania na lepszy moment jest dla mnie kurewsko trudny. Ale, hehe, się nie dogadaliśmy. Nieporozumienie.

Nie ma dobrego rozwiązania, nie ma złotej rady, ani gotowego przepisu. Jest smutek tak ogromny, że boli fizycznie i obawiam się, że apap nie pomoże. Nie wiem, czy dzisiaj wieczorem iść na siłownię, czy do sklepu ” 6 win”. Trochę głupio ryczeć na siłowni i trochę strach przed tym, co mogę wykrzyczeć po butelce wina.

Całuję.
K.

About tycia