milky way

milky way

Odbyłam sentymentalną wycieczkę do mojego rodzinnego miasta. Przeszłam się po ulicy na której ścigałam się z tatą na rowerach. Usiadłam na trzepaku z którego milion razy spadłam próbując zrobić nietoperza. Zajrzałam do sklepu do którego biegałam po papierosy dla rodziców i gumy kulki za resztę. Zastanawiam się nad powrotem, tęsknię trochę za takim małomiasteczkowym klimatem. Za to od powrotu do Warszawy jestem jęczybułą i nic mi się nie podoba. Wczoraj urwałam się wcześniej z pracy tylko po to, żeby się zawinąć w psa na kanapie i oglądać Love na Netflix. I tak oglądałam cały dzień zagryzając słonecznik beznadziejnym deserem z kaszy jaglanej i daktyli, który miał smakować jak milky way, […]

rano w głowie mam szaro

rano w głowie mam szaro

Dzień dobry, Warszawa na wiosnę ubrała się w szarości. Ledwie poczułam wolność gołych nóg pod spódnicą, a już znowu mam na sobie spodnie. Zimno. Zamiast kokosić się pod kołdrą – jadę do szkoły. Śpiąco. Nie wiem jak w przyszłym roku zmieszczę jeszcze dodatkowo staż i pisanie pracy. Dobra. Nie zmieszczę. Nie wiem jeszcze co odpuścić. Kusi mnie, żeby odpuścić etat. Po tygodniowej nieobecności na siłowni (katar) czuję się jak bezkształtna bambaryła (szara). Kryzys w związku tez mi nie polepsza samopoczucia. Chociaż bywa zabawnie – zagaiłam ostatnio Piotra, że może byśmy gdzieś wyjechali na weekend. Skupić się na sobie, zmienić otoczenie, podkręcić temperaturę, rozpalić zmysły i co tam się jeszcze robi […]

nie wiem jak

nie wiem jak

Kupiliśmy z Piotrkiem w Ikei narożnik do salonu i wyspę kuchenną. Leżą w kartonach, rozpakujemy po remoncie. Spięłam się. Przeprowadziłam rozmowę w tonie „nie chcę brać ślubu z tobą, do niczego mi to nie jest potrzebne, dzieci też nie chcę, nie jestem gotowa”. Przyjął to całkiem spokojnie. Przestałam się przytulać na dobranoc. Nie protestował. Potem okazało się, że nie pamiętamy kiedy ostatnio uprawialiśmy seks. Tego już nie przemilczał. I tak sypie nam się 10 lat na głowę, a my stoimy, gapimy się na siebie i nie bardzo wiemy co robić. Dzisiaj rano płakałam, bo wydaje mi się, że mu się nie podobam. Piotr zgłupiał i wcale mu się nie dziwię, […]

panta rhei

panta rhei

Z nieba leje się woda i spada w kałuże roztopionego śniegu po drodze czyszcząc powietrze. Wracamy do mieszkania. Większość rzeczy wyrzuciliśmy i jest zupełnie jak na początku – puste półki i echo. Na ścianie rozrysowywuję remontową mapę myśli, żeby usprawnić organizację. W wyobraźni rysuję swoją mapę – ręce, nogi, serce, głowa, macierzyństwo, stabilizacja, zdrowie, wolność, egoizm, praca, sen, pasja, żądze, relacje… Powymyślałam sobie, nawymyślałam, naplanowałam… i wcale mi w tych myślach nie jest wygodnie, a wręcz trochę za ciasno. Odrobinę się wycofuję i wciskam pauzę. Jestem i nasłuchuję.   Dzisiaj pierwsza noc w domu. Przemeblowałam sypialnię, przestawiłam łóżko i mam nadzieję, że nowa perspektywa pozwoli mi spokojnie zasnąć. Całuję, K.

dom

dom

Pamiętasz mieszkającą pode mną pielęgniarkę wiecznie na bani, która wali w rury i się wszystkich czepia? Pisałam Ci o niej dawno temu. Dzisiaj w nocy spaliła swoje mieszkanie. Obudził nas smród i pękające szyby. Udało się uciec i przetransportować psa przez niekonczacy sie korytarz dymu prosto w mroźna noc. Warszawskie powietrze nigdy nie smakowało tak dobrze jak ten pierwszy paniczny wdech po kilku minutach w piekle. Zatrzymaliśmy się chwilowo u Piotrka rodziców. Wykąpałam siebie, psa, założyłam nowe ciuchy i wstawilam już drugie pranie. Umylam włosy 5 razy. Piję mocną czarną kawę i zastanawiam się co zrobić z naszym domem. Nie tak sobie wyobrażałam nadchodzace zmiany. Jutro rano mój tata przyjeżdża do […]

czas na yerbę

czas na yerbę

Dzień dobry, o zachodzie słońca wróciłam z uczelni. Wolna głowa. Dzisiaj otrzymałam ostatni wpis, zdałam indeks i oto przekroczyłam magiczną granicę połowy. Jeszcze nie oficjalnie, ale właściwie już jestem na IV semestrze. Szok i niedowierzanie, rozglądam się za fajerwerkami na moją cześć. Siedzę sama w domu, mam wolne popołudnie i wcale nie jestem chora. Normalnie wzięłabym Czarnulę na smycz i poszłybyśmy do lasu, ale normalnie nie jest – strach oddychać, dzisiaj wyjątkowo. Z prognoz wynika, że w nocy ma być trochę lepiej, wtedy pójdziemy. Wyjadam łyżką ze szklanki zbyt gęsty koktajl i zastanawiam się co zrobić z tym czasem. Wolałabym spania uniknąć przynajmniej do 21, więc to jest chyba najwyższy […]

nowe

nowe

Chlupa. Klupa. Ciapa. Paskudztwo. Wędruję dzielnie w przymałym płaszczu, szalik mi spada w tę klupę. Czapka mi spada na oczy. Torba mi ciąży na ramieniu. Tęsknota nieokreślona mi ciąży. Czerwone. Stoję, czekam, czuję jak mi bucik przemaka. Spoglądam z wyrzutem w ciapciaję i widzę strumień błota, wody, lodu i soli płynący przy krawężniku. Gapię się w to paskudztwo i jest mi coraz bardziej smutno. Myśl mi przemyka, żeby w ogóle chodzić na bosaka, szkoda butów. I nagle robi się ponad 20 stopni, ja jestem na wakacjach u babci, właśnie skończyła się burza i przed domem, po rozgrzanym asfalcie, płynie wartki strumień deszczówki. A ja gołymi stopami biegam w tej deszczówce, […]

stare jak świat wątpliwości

stare jak świat wątpliwości

Wystraszyłam się. Wróciłam ze świątecznych wojaży, prosto w pracę. Po ośmiu godzinach dojechałam do domu. W domu pies, żadnego człowieka. Wdech, wydech, wdech, wydech, wdech, wydech. Bosko, potrzebuję być sama. Przez kilka dni byłam ciągle w jakiejś relacji i dopiero jak zamknęłam drzwi domu, poczułam jak bardzo mnie to zmęczyło. Zupełnie jakby po tygodniu odetkało mi nos. Jak wtedy kiedy dentysta rozwiercił mi zgorzel i nagle stał się jaśniejącym rosyjskim aniołem z wielkimi łapami o zapachu tytoniu. Ulga. I jak już poleżałam z psem na dywanie parę godzin pogryzając sernik, pijąc herbatę i oglądając jeden z moich ulubionych seriali, jak już naładowałam baterię na tyle, że mogłam włączyć mózg, to spanikowałam. […]

zew

zew

  Zobaczyłam dzisiaj śnieg i zorientowałam się, że nie wiem kiedy stał się grudzień. Na autopilocie poruszam się między pracą, siłownią, kuchnią, szkołą… Za dużo! Czasem wstaję jak jest ciemno tylko po to, żeby w spokoju pójść z psem na spacer i cieszyć się z rzucania patykiem. Urodziła się Maja. Nigdy wcześniej nie miałam kontaktu z noworodkami, trochę się ich bałam – małe, brzydkie i nie wiadomo co z tym zrobić. W głowie miałam dużo napięcia odkąd się dowiedziałam, że Ewa jest w ciąży – ja nadal nie wiem, czy dzieci mieć mogę, a im dłużej nie wiem, tym bardziej chcę. A Piotrek nadal nie jest gotowy podjąć próby. Zastanawiałam […]

mimochodem

mimochodem

Wydaje ci się, że jesteś już dorosłą kobietą. Długoletni związek, pies, zastanawiasz się nad generalnym remontem, przeprowadzką i dzieckiem, dbasz o zdrowe odżywianie i regularny sen. I przychodzi taki dzień, że nie panujesz nad niczym, łącznie ze swoją głową. Wpadasz do domu i bierzesz psa na spacer. Zaczynasz truchtać, chociaż masz na sobie trampki i jeansy. No potrzebujesz się rozładować tu i teraz, nic nie poradzisz. Po kilkudziesięciu metrach rozwalasz sobie kolano tak pechowo, że pozostaje ci tylko dokuśtykać do windy. Boisz się jeździć windą, więc cicho pojękując wspinasz się na drugie piętro i tylko trochę podpierasz się na swoim psie. Powinnaś zrobić jedzenie na jutro do pracy i iść […]