rano w głowie mam szaro

Dzień dobry, Warszawa na wiosnę ubrała się w szarości. Ledwie poczułam wolność gołych nóg pod spódnicą, a już znowu mam na sobie spodnie. Zimno. Zamiast kokosić się pod kołdrą – jadę do szkoły. Śpiąco. Nie wiem jak w przyszłym roku zmieszczę jeszcze dodatkowo staż i pisanie pracy.
Dobra. Nie zmieszczę. Nie wiem jeszcze co odpuścić. Kusi mnie, żeby odpuścić etat.

Po tygodniowej nieobecności na siłowni (katar) czuję się jak bezkształtna bambaryła (szara). Kryzys w związku tez mi nie polepsza samopoczucia. Chociaż bywa zabawnie – zagaiłam ostatnio Piotra, że może byśmy gdzieś wyjechali na weekend. Skupić się na sobie, zmienić otoczenie, podkręcić temperaturę, rozpalić zmysły i co tam się jeszcze robi na takich romansowych wypadach. A on na to, że świetnie, że już dawno miał mi Kraków pokazać, pojedziemy pociągiem, będziemy zwiedzać to, to, to i tamto i potem jeszcze coś, zaraz wszystko sprawdzi i w ogóle jakie są ceny biletów na pendolino, bo nigdy nie jechal, o kurwa jakie drogie, to może lepiej samolotem, na noc to bez sensu, aż tyle do zwiedzania nie ma, najoptymalniej by było przyjechać rano i wrócić w nocy, a ciekawe jaka wystawa w muzeum, a jakie tam są galerie…
Skapitulowałam. Zostawiłam go sam na sam z wyszukiwarką i poszłam zrobić sobie peeling. Powinnam lepiej komunikować o co mi chodzi. Pocieszające jest to, że się zaangażował tak intensywnie. Jakoś przez te pogubienia przebrniemy.

Wyszłam z metra i zorientowałam się,  że słońce oświetla pączkujące drzewa. Chyba po prostu w głowie mam szaro.

Całuję,
K.

About tycia