upalne miejskie impresje

Podobno najwięcej samobójstw popełnianych jest w okolicach bożego narodzenia i nowego roku. Mam okazję spędzać 40-stopniowe upały w warszawskim królestwie betonu i bardzo mnie to dziwi, że ludzie się nie zabijają właśnie w takich okolicznościach. Może nie mają siły…? Ja nie mam na nic, mój pies całą energię zużywa na sapanie.

Jutro te cholerne warsztaty kreatywności. Najgorsze co można mi zrobić, to posadzić przed grupą znudzonych ludzi i wymagać ode mnie kreatywnych rozwiązań na już. Ble. Nie chce mi się potwornie, nie lubię takich rzeczy. W ogóle niewiele lubię przy tej gęstości powietrza. No, może truskawki. I arbuza prosto z lodówki. Arbuz jest super.

 Sąsiadka nasza (pielęgniarka, wiecznie na bani) właśnie się awanturuje pod balkonem moim. Ona bardzo nie lubi, jak ktoś słucha radia. A mój sąsiad (nigdy w życiu go nie widziałam, ale ma fajny głos) bardzo lubi słuchać radia. Obydwoje mieszkają na parterze i ona wychodzi przed blok, wsadza głowę w jego okno i się wydziera. On ją straszy policją, ona go straszy policją, on każe się jej odpierdolić, a ona sobie idzie. Czasem jeszcze zaczepi pana Szymona z 1 piętra, jeżeli ten nieszczęśnik akurat wychyli się na balkon. „Panie Szymonie! Panie Szymoooonieee! To pan tak dzisiaj telewizję głośno oglądał?! A wczoraj to się późno do domu wróciło, coooo?”. W tamtym roku pan Szymon jeszcze coś próbował odpowiadać. Teraz udaje głuchoniemego, albo pośpiesznie gasi fajkę i czmycha do domu.

Powinnam iść spać, ale tak mi się cudownie siedzi na balkonie z mokrymi włosami, że chyba tu zostanę do wschodu.

 
Całuję,
K.

About tycia