zew

 

Zobaczyłam dzisiaj śnieg i zorientowałam się, że nie wiem kiedy stał się grudzień. Na autopilocie poruszam się między pracą, siłownią, kuchnią, szkołą… Za dużo! Czasem wstaję jak jest ciemno tylko po to, żeby w spokoju pójść z psem na spacer i cieszyć się z rzucania patykiem.

Urodziła się Maja. Nigdy wcześniej nie miałam kontaktu z noworodkami, trochę się ich bałam – małe, brzydkie i nie wiadomo co z tym zrobić. W głowie miałam dużo napięcia odkąd się dowiedziałam, że Ewa jest w ciąży – ja nadal nie wiem, czy dzieci mieć mogę, a im dłużej nie wiem, tym bardziej chcę. A Piotrek nadal nie jest gotowy podjąć próby. Zastanawiałam się jak zareaguję na jej przyjście na świat – czy będę zazdrosna, obojętna, radosna, a może oszaleję z miłości? Nie oszalałam, ale faktycznie kocham tego robaka od pierwszego spojrzenia w oczy. I choć ścisnęło mnie w brzuchu z żalu, że to nie moja, to nic nie znaczy. Bo trochę moja jest. Żałuję, że nie mieszkam bliżej Olsztyna i nie mogę ich częściej odwiedzać, bo ten czas z małą na rękach pozwala mi odetchnąć i – mam wrażenie – przejrzeć na oczy. Nie ważne, czy ryczy, beka, ma czkawkę, czy tylko się gapi bezmyślnie – jak jestem z nią, to jestem obecna jak chyba jeszcze nigdy nie byłam w tym świecie. Chłonę. Trochę na zapas i trochę na wszelki wypadek.

Piotrek najbardziej się boi, że jeżeli okaże się, że jednak nie będę w stanie zajść w ciążę i jej donosić – to wtedy zwariuję. Uprę się i unieszczęśliwię jego i siebie. Nie chciałabym tego, ale jak czuję jaką moc ma ten zew gdzieś w głębi mojego ciała, kompletnie wbrew logice i na przekór egoizmowi… Jasna cholera! To jest przerażające! Nie wiem co będzie, chciałabym wierzyć w swój zdrowy rozsądek, dystans i twarde stąpanie po ziemi. Że dam radę się opamiętać, jeżeli będzie na to czas. Odpuścić. Pójść w inną stronę.

Poznam się lepiej prawdopodobnie w przyszłym roku, jak się uporamy z remontem. To będzie ciekawy rok, tyle wiem na pewno.

Całuję,
K.

About tycia